Dziewczyna, która wróciła

Dziewczyna, która wróciła

Ostatnio wiele książek, ma w tytule słowo "dziewczyna". Niektórzy są już zirytowani tym faktem, ja jakoś nieszczególnie. Wybierając książkę przeważnie staram się przeczytać jej opis, czasami sugeruję się okładką. "Dziewczyna, która wróciła" Susan Lewis, zainteresowała mnie właśnie opisem. Szczególnie określeniem "intrygujący thriller psychologiczny". Czy rzeczywiście był taki intrygujący? 


Małżeństwu Jules i Kian Bright po długich staraniach udało się zajść w ciążę i na świecie pojawiła się upragniona córka - Daisy. Okazała się niezwykle przebojową, utalentowaną, dobrze ułożoną dziewczynką i nastolatką, która chętnie pomagała innym i zjednywała wokół siebie ludzi. W dzieciństwie poznała Deana, z którym się zaprzyjaźniła, a jej rodzina stała się i jego rodziną.  

Sytuacja zaczyna się zmieniać, gdy Daisy jest szczęśliwą nastolatką, mającą przyjaciół i chłopaka Joe. Wtedy w miasteczku pojawia się  córka bogatego prawnika - Amelia Quentin. Bardzo stara się zaprzyjaźnić z Daisy, udaje jej się to, mimo nieprzychylności wszystkich wokół. Amelia wzbudza u ludzi niepokój i raczej negatywne odczucia. Daisy tego nie dostrzega, przez długi czas, dopiero, gdy Amelia próbuje jej odebrać Joego, dochodzi między nimi do ochłodzenia przyjaźni. Niestety tylko na pewien czas. 

W najmniej spodziewanym momencie, Amelia odzywa się i podstępem zwabia koleżankę do siebie.  W swój plan wciągnęła również Deana. W brutalny sposób zabija Daisy na oczach przyjaciela. Zaczynają się poszukiwania i oczekiwanie na odnalezienie Daisy. W końcu całe miasteczko dowiaduje się o tym, co wydarzyło się w stajni. Jules i Kain szaleją z rozpaczy, bólu i wściekłości, którą zaognia proces i wyrok. To Dean zostaje głównym winnym i trafia do więzienia na dziesięć lat, a Amelia dzięki protekcji ojca tylko na pięć. 

Te wydarzenia sprawiają, że rodzina zaczyna się rozpadać. Kian wyjeżdża ze swoja matką, Jules zostaje w miasteczku i przeprowadza się do mniejszego domu. Zaczyna nowe życie ze wspomnieniami i bólem. Los jednak postanawia jeszcze raz doświadczyć tę rodzinę. 




Dzięki wpływom ojca Amelia wychodzi z więzienia wcześniej i zamierza zamieszkać w miasteczku, mając Jules za sąsiadkę. Nikt się tego nie spodziewał i cały dramat zaczyna się od nowa, szczególnie, że Amelia robi wokół siebie dużo szumu i prowokuje Jules. 

"Do czego posunie się matka zdeterminowana, by pomścić śmierć córki?" 

Tego już nie zdradzę, przeczytajcie sami. 

No cóż, nie uznałabym tej książki za intrygujący thriller psychologiczny. Czyta się ją szybko, ala aż tak bardzo nie wciąga. Dużą część stanowią opisy przeszłości, widziane oczami Jules, np. jak poznała się z Kainem, co spowalnia całą powieść. Pomysł na fabułę był niezły, ale trochę schematyczny. Zakończenie - można było się spodziewać, że wkradnie się w nie element zaskoczenia. Najwięcej emocji wzbudza postać Amelii - wyrachowanej, zimnej, złej i mającej za nic drugiego człowieka. Pada nawet porównanie do laleczki Chucky. Daisy zaś, według mnie dla podkręcenia całości, została znowu zbyt wyidealizowana. Nie żałuję, że przeczytałam tę książkę, sami osądźcie czy i Wy po nią sięgniecie :-)  



Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu:

 


"Dziewczyna, która wróciła", Susan Lewis, Wydawnictwo Kobiece, 2017 r., egzemplarz recenzencki;




VI Radomskie Targi Wydawnictw Regionalnych

VI Radomskie Targi Wydawnictw Regionalnych

W ubiegłym tygodniu w moim mieście odbyły się VI Radomskie Targi Wydawnictw Regionalnych. Odwiedziłam je po raz pierwszy. Impreza ta umożliwia m.in. zapoznanie się z ofertą radomskich wydawnictw, księgarń i bibliotek. Przez pracę zawodową uczestniczyłam tylko w małym fragmencie, ale i tak jestem zadowolona. Prezenty dla znajomych książkoholików już mam i to z autografami :-) 



We wtorek zorganizowano spotkanie autorek związanych  z Radomiem i okolicami. Niestety udało mi się dotrzeć już na sam koniec. O swojej twórczości opowiadały Grażyna Jaromin - Gałuszka, Teresa Opoka, Anna Litwinek, Ewa Podsiadły - Natorska i Izabela M. Krasińska. Po spotkaniu można było nabyć książki i zdobyć autografy. 

Grażyna Jeromin - Gałuszka





 Anna Litwinek 

 Wojciech Krupa podpisuje książkę dla Lenki 

W środę  zaś, można było spotkać i posłuchać autorów opowiadań ze zbioru "Powroty. Radom". Ja przybyłam specjalnie z córką i koleżanką blogerką Karoliną, na stoisko Wydawnictwa Lucky, aby wesprzeć najlepszego radomskiego poetę - Adriana Szary!

 Na stoisku Wydawnictwa Lucky Wojciech Krupa, Adrian Szary i jego funclub :-)

Podczas Radomskich Targów Wydawnictw Regionalnych  po raz piąty wybrano Nagrodę Literacką Miasta Radomia. W kategorii książka literacka nagrodę otrzymała Monika Sznajderman za książkę "Fałszerze pieprzu. Historia rodzinna". W kategorii książka naukowa/ popularnonaukowa nagrodę otrzymał Łukasz Krzyżanowski za książkę „Dom, którego nie było. Powroty ocalałych do powojennego miasta.” W tym roku przyznano nową, trzecią kategorię czyli Nagrodę Osobną, którą otrzymał Mieczysław Szewczuk za album „Żyć sztuką. Kolekcja sztuki współczesnej Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu”.






Do zobaczenia za rok!
"Cisza" - Jem Lester

"Cisza" - Jem Lester

Podjęłam się ostatnio przeczytania książki poruszającej nie łatwy temat choroby, jaką jest autyzm. Książki napisanej przez Jema Lestera - ojca autystycznego syna. Blurb na okładce zapowiada, że jest to zabawna i wyjątkowo wzruszająca powieść o ojcach, synach i autyzmie. Pomyślałam sobie, co może być w tym zabawnego? No właśnie? 


On, ona i ono. Między nimi autyzm. Choroba w najcięższym spectrum. Jonahan ma dziesięć lat, nie mówi, nie potrafi samodzielnie korzystać z toalety, bywa agresywny, samookalecza się, jest niebezpieczny i wymaga ciągłej opieki oraz nadzoru. Rodzice znajdują się na granicy wytrzymania, zmęczeni, zestresowani, przerażeni. Dodatkowo nie otrzymują pomocy, o którą prosili. Rozpacz i szalony pomysł, który może tę sytuację poprawić. Separacja. Samotny ojciec wychowujący chorego syna. Postanawiają spróbować. W wyniku tej decyzji Ben wraz z Jonahem przeprowadza się do Georga, swojego ojca. Niestety nie łączy ich jakaś szczególna więź. Do tej pory ledwo się dogadywali. Ben przejął rodzinny biznes, ale nie radzi sobie dobrze. 

Jeden dom. Trzech mężczyzn. Próba porozumienia się. To jest właśnie ta historia. Pokazuje, że mając możliwość rozmawiania i komunikowania, nie potrafimy tego dokonać. Tajemnice, niedopowiedzenia, często są przyczyną kiepskich relacji. Tytuł książki jest bardzo wymowny. Cisza. Ona właściwie mówi, wręcz krzyczy! Pod jednym dachem, na małej przestrzeni, historie z przeszłości zaczynają żyć od nowa. Stają się kluczem do wielu zagadek i odpowiedzią na niewypowiedziane pytania. To Jonahan momentami więcej "mówi", niż jego ojciec i dziadek. Dzięki dziadkowi właśnie, który staje u kresu swojego życia, sytuacja rodzinna nabiera nowego wymiaru. Ben dowiaduje się wiele o przeszłości swojej rodziny. O pewnych sprawach nie miał w ogóle pojęcia, a poznając je zaczyna inaczej patrzeć, także na to, co dzieje się z nim, żoną i synem.




Książka również w bardzo wiarygodny i rzeczywisty sposób ukazuje zmagania się rodziców z chorobą dziecka, które kochają nade wszystko. Nic tu nie jest udawane, ukrywane. Płacz, cierpienie, bezsilność, ale także codzienne czynności, takie rytuały, jak kąpiel w dużej ilości piany. Sposób radzenia sobie z życiem poprzez alkoholizm, sprawia, że uświadamiamy sobie jak ciężko jest żyć i próbować ogarniać rzeczywistość, mając tak chore dziecko. 

Sama nie wiem czego spodziewałam się po tej lekturze. Czytając ją odczuwałam smutek, współczucie i momentami śmiech, głównie dzięki Georgowi. Natomiast Ben potrafił wkurzyć i zirytować mnie kilka razy. Książkę czytałam na kilka podejść i uważam, że jest specyficzna i nie dla każdego. Nie określiłabym jej też jako zabawnej. Wzruszająca - jak najbardziej. Zatem wybór należy do Was :-)



Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu:



 "Cisza", Jem Lester, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2017 r., egzemplarz recenzencki;






Salon Ciekawej Książki 2017

Salon Ciekawej Książki 2017

Po raz drugi wybrałam się z rodzinką do Łodzi, aby uczestniczyć w Salonie Ciekawej Książki. W zeszłym roku bardzo podobała mi się ta klimatyczna impreza. W tym roku zmieniono miejsce lokalizacji na Hale Expo i niestety już dla mnie nie było tego klimatu. Co jednak nie znaczy, że to był czas stracony. 



Bardzo zależało mi na spotkaniu z Panem Piotrem Pustelnikiem, trzecim Polakiem, który zdobył Koronę Himalajów i Karakorum. Bardzo lubię czytać książki o wielkich himalaistach. Tym razem mogłam również posłuchać opowieści, podczas spotkania z czytelnikami. Jestem już po lekturze książki "Ja, pustelnik", którą postaram się niedługo zrecenzować. 


Miałam także okazję otrzymać autograf i chwilę porozmawiać z Karoliną Korwin - Piotrowską, niezwykle miłą i sympatyczną kobietą. Odwiedziłam również Ryszarda Ćwirleja na stoisku Wydawnictwa Muza. 





W tym roku przede wszystkim poświęciłam czas na spotkania z autorami reportaży. Szkoda, że nakładały się czasowo i nie mogłam być wszędzie, gdzie chciałam. Dowiedziałam się paru rzeczy i wysłuchałam ciekawych opowieści Weroniki Mliczewskiej na temat życia Majów oraz jak to jej tata, prawie zakłócił przebieg pewnego rytuału. 

  



Tomasz Owsiany zaś, opowiadał o mieszkańcach Filipin i niezwykłym obrządku chowania przez nich zmarłych. Foto na Facebooka ze zwłokami babci? Czemu nie!





Do Katarzyny Wężyk i Marcina Wójcika udałam się po autografy na stoisko Agory. 





Salon Ciekawej Książki ma zawsze bogatą ofertę dla najmłodszych więc i moja córka znalazła coś dla siebie. Chyba pokocha "Baśniobór". 

Wyjazd do Łodzi uważam za udany. To już ostatnie wydarzenie targowe, które odwiedziłam w bieżącym roku.


"Adaś Mickiewicz. Łobuz i mistrz" - Jakub Skworz

"Adaś Mickiewicz. Łobuz i mistrz" - Jakub Skworz

Jestem mamą, co zapewne już wiecie i doświadczam, jak trudno jest zachęcić dziecko do samodzielnego czytania. Nie chciałabym, aby Lena w przyszłości czytała tylko lektury i to bardziej z musu, aniżeli z własnej przyjemności. No cóż, nadal nie naciskam, tylko podsuwam książki, które wydają mi się warte przeczytania i mam nadzieję, że i dla niej takie będą. 


Gdy przejrzałam zapowiedzi Wydawnictwa Zysk i S-ka, właśnie pozycja "Adaś Mickiewicz. Łobuz i mistrz" zwróciła moją uwagę. Bardzo ładnie wydana - okładka, papier, ilustracje, przyciągają wzrok i zachęcają do zanurzenia się w opowieści o życiu naszego wieszcza narodowego, od czasów dzieciństwa, aż do ślubu z Celiną Szymanowską i wydania "Pana Tadeusza". 

Sam sposób przedstawienia życiorysu poety romantycznego jest również ciekawy. Otóż Ola i Eryk to rodzeństwo, które spędza wakacje u babci i dziadka. No niby nic w tym niezwykłego nie ma, oprócz wielkiej biblioteki mieszczącej się w domu dziadków, w której można zostać wciągniętym w książkę. I to dosłownie wciągniętym!  Dzieci miały zakaz wstępu do biblioteki, ale jak to często bywa, nie dotrzymały go i przeglądając jedną z książek, znalazły się w środku jej historii. Na szczęście dziadek ich odnalazł i zaczął odbywać "podróże" razem z wnukami, sprawując nad nimi kontrolę. 
Kontrola ta była konieczna, ponieważ Adam Mickiewicz w swoim życiu znalazł się w wielu miejscach, często bardzo niebezpiecznych. Pierwsza taka sytuacja miała miejsce podczas pożaru w Nowogródku, gdzie mieszkał z rodzicami. Inne miejsca to Wilno, Moskwa czy Syberia. Towarzyszymy Adamowi podczas rozmowy kwalifikacyjnej na studia, jesteśmy z nim gdy poznaje swoją pierwszą miłość Marylę Wereszczakównę, a także gdy jest w więzieniu z powodu bycia członkiem Zgromadzenia Filaretów oraz w wielu innych sytuacjach. 


Całość jest przedstawiona, jako kolejne przygody rodzeństwa i towarzyszącego im dziadka. Chowają się, uciekają, śledzą, wszystko po to,  aby być jak najbliżej ważnych wydarzeń z życia Adama Mickiewicza. 

Myślę, że ta pozycja to idealny wstęp do poznania naszego dorobku kulturowego. Dla mnie samej Adam Mickiewicz był dość nudny w swoich dziełach i nie pałałam do jego twórczości jakaś wielką sympatią. Dziś spojrzałam na niego zupełnie innymi oczami. Był takim samym człowiekiem jak każdy z nas, musiał poradzić sobie ze śmiercią ojca, opuszczeniem domu rodzinnego, pracą w szkole, której zresztą niezbyt lubił. Miał swoje troski i radości, a przede wszystkim wielki talent. 

Ta książka jest bardzo wartościowa i potrzebna.  Patronuje jej Muzeum Pana Tadeusza Ossolineum. Przytoczę tu słowa Wojtka Drewniaka z kanału "Historia bez cenzury", które można przeczytać na okładce: 

"Gdybym mógł się cofnąć do czasów podstawówki i polecić jakąś książkę młodej wersji samego siebie, to byłaby włącznie ta. Tak powinno się opowiadać historię najmłodszym!". 

Całkowicie się z tym zgadzam i polecam!








Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu:



 "Adaś Mickiewicz. Łobuz i mistrz", Jakub Skworz, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2017 r., egzemplarz recenzencki;




"O zmierzchu" - Ewa Ostrowska

"O zmierzchu" - Ewa Ostrowska

Na swoich półkach mam dwie książki Pani Ewy Ostrowskiej. Oczywiście są już dawno przeczytane. Przeglądając strony internetowe natknęłam się na pozycję "O zmierzchu", która mnie zainteresowała. Jednak czytając, trochę się pogubiłam i styl narracji wydał mi się dziwny. Odłożyłam ją więc na jakiś czas. 

To było dobre posunięcie! Za drugim razem bohaterowie i ich losy bardzo mnie wciągnęły i poruszyły.  


Akcja osadzona jest w czasach PRL - u. Częstym tematem przewijającym się jest, stanie w kolejkach i kupowanie tego, co akurat zostało rzucone do sklepów. Mama głównej bohaterki Małgosi, jest nauczycielką, wychowuje ją sama, stara się bardzo, pracując na dwóch etatach. Robi wszystko, aby córce niczego nie zabrakło. Jak wiadomo tamte czasy nie były łatwe również pod względem politycznym. Nasze bohaterki  w pewnym momencie muszą się przeprowadzić i zmienić nazwisko. Wtedy to właśnie Małgosia, poznaje swoje dwie przyjaciółki na całe życie Halinkę i Laurkę, które również nie mają łatwego życia, a ich rodziny borykają się z wieloma problemami. 

Na początku książki historia opowiadana jest chaotycznie, co mnie właściwie zniechęciło, jednak im dalej, tym bardziej w nią wchodziłam. Małgosia przedstawia swoje życie, będąc chorą na depresję. Właśnie, w książce poruszonych jest wiele tematów. Od depresji, przez  egoizm, układy, po zdradę i bezwarunkową miłość matki do córki oraz przyjaźń do grobowej deski. 

Książka nie jest z tych łatwych i przyjemnych. Jest ponura, momentami bardzo ciężka, skłania do smutku, współczucia. Jest także bardzo realna. Nic nie zostało w niej "pokolorowane". Ludzkie losy i działanie jest przedstawione w prosty i autentyczny sposób.

Dla mnie szczególnie wyjątkowa była relacja Małgosi i jej mamy, która poświęcała bardzo wiele - jak nie wszystko, dla swojego dziecka, aby się uczyło i miało lepszą przyszłość. Nawet zgoda na poślubienie mężczyzny, o którym wiedziała, że nie jest tym jedynym dla jej córki. Z jednej strony ochrona, opieka, z drugiej zaś, przyzwolenie na dokonywanie własnych wyborów, nawet tych skazanych  na porażkę. 


Przyjaźń między dziewczynami, która trwała od szkoły podstawowej, także jest niesamowita. Przebywały ze sobą cały czas, razem się uczyły i marzyły o prawdziwej wielkiej miłości, która nie zawsze taką się okazała. 

Książka poruszająca i na końcu dająca nadzieję. Polecam w te jesienne wieczory, takie właśnie melancholijne, smutne, ciemne ....



Ewa Ostrowska to już nieżyjąca pisarka i dziennikarka, która tworzyła także pod pseudonimem Brunon Zbyszewski i Nancy Lane. Pisała dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Powieści obyczajowe, thrillery i kryminały. 



 Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu: 

Oficynka




 "O zmierzchu", Ewa Ostrowska, Wydawnictwo Oficynka, 2013 r., egzemplarz recenzencki;








"Consolation" - Corinne Michaels

"Consolation" - Corinne Michaels

Jakiś czas temu zgłosiłam się do "Babskiego projektu" Wydawnictwa Szósty Zmysł. Dzięki temu mogłam przeczytać książkę Corinne Michaels "Consolation", która wzbudza emocje na całym świecie. Przyznam, że sięgnęłam po nią, mimo iż inne książki czekają w kolejce. I nie żałuję! 

 

Właściwie to nie wiem co mam napisać, tyle słów i emocji przychodzi mi do głowy. Sama się sobie dziwię, bo ostatnio historie miłosne, albo mi się podobały, albo wprost przeciwnie. "Consolation" pochłonęłam błyskawicznie, a zakończenie po prostu odebrało mi dech! Swoją drogą, tak się nie robi!!!

Ale od początku.  Natalie jest w zaawansowanej ciąży, urządza pokój dla córeczki, czeka na rozwiązanie i na męża, który jest żołnierzem SEAL. Niestety podczas akcji ginie. Natalie musi zmierzyć się z tym co zgotował jej okrutny los. Nie jest to łatwe. Pogrąża się w rozpaczy i tylko córka trzyma ją przy życiu. Dla niej wstaje rano i próbuje ogarniać rzeczywistość. Rodzice, przyjaciele tylko ją irytują, bo co oni mogą wiedzieć? Nie wiedzą jak to jest czuć się bezsilną i oszukaną - przecież obiecywał, że wróci, a nie wrócił.  

Pewnego dnia przyjeżdża do niej przyjaciel męża - Liam. Oferuje swoją pomoc i nie zraża się nieuprzejmością Natalie. Robi swoje. Przygotowuje samochód do sprzedaży i załatwia sprawy związane z ubezpieczeniem po śmierci Aarona. Powoli zaczyna zbliżać się do Natalie, która również patrzy na niego coraz przychylniejszym okiem. Jednak nie wyobraża sobie sytuacji, aby mogła być z przyjacielem nieżyjącego męża. Nie szkodzi, że to on kiedyś obiecał, zaopiekować się nią w sytuacji takiej, jaka się zdarzyła. Cały czas w jej głowie jest wyidealizowany obraz Aarona. Pewnego wieczoru, przez przypadek właściwie, na tym obrazie pojawia się rysa, a później ogromne pęknięcie. Aaron był z inną kobietą i spodziewał się także z nią dziecka. Kolejna rozpacz i wątpliwości. Na szczęście obok jest Liam, który robi wszystko, aby życie znów wróciło na właściwe tory. 
Czas wspólnie spędzony robi swoje. Natalie, Liam i mała Aarabelle zaczynają funkcjonować jako rodzina. Wszystko byłoby idealnie, ale nie jest, ponieważ Liam jest również żołnierzem i wyjeżdża na niebezpieczne misje. 

Nic więcej nie zdradzę oprócz tego, że zakończenie jest niespodziewane!!! Nigdy bym takiego nie wymyśliła! 


Historia sama w sobie  nie jest nadzwyczajna, ale całość ma właśnie to coś, co sprawia, że nie mogłam się wprost oderwać.
Bardzo cieszę się, że na Targach Książki w Krakowie odebrałam drugą część, bo umieram z ciekawości.  



 Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu: 




"Consolation", Corinne Michaels, Wydawnictow Szósty Zmysł, 2017, egzemplarz recenzencki;




"Zula w szkole czarownic" - Natasza Socha

"Zula w szkole czarownic" - Natasza Socha

Pamiętacie Zulę dziewczynkę, która jak się okazało pochodzi z rodziny czarownic i sama nią jest? Recenzja tutaj. Natasza Socha napisała kolejną część "Zula w szkole czarownic". 

To kolejny raz fantastyczna opowieść o miłości rodzinnej, przyjaźni i dozowaniu magii ;-) 



Zula wybiera się do szkoły czarownic, którą prowadzi  jej babcia Wielka Czarownica Liliana. Czeka tam na nią wiele niespodzianek i jak się później okaże - przygód. Maks i Kajtek zazdroszczą jej tej wyprawy i martwią się, że długo będzie nieobecna. Jednak szkoła czarownic znajduje się na Pustkowiu, a tam czas płynie zupełnie inaczej niż w Poziomkowie. 

W nowym miejscu Zula poznaje  Matyldę, z którą się zaprzyjaźnia i poznaje tajemnice unoszenia się nad ziemią czy zastosowania różnych ziół. Pewnego dnia Matylda znika, a Zula wyrusza na poszukiwania, momentami niebezpieczne.

W tym czasie ciotki wraz z Maksem i Kajtkiem także nie próżnują. Muszą wymyśleć sposób na zachowanie Poziomkowej Polany, ponieważ burmistrz chce na niej postawić swój pomnik. 

Podobnie jak pierwsza część, druga również na pewno spodoba się dzieciom. Magia, przygody, przyjaźń i prawda, zawsze się obronią i sprawiają, że  wierzymy w szczęśliwe zakończenia. Autorka porusza także bardzo ważny temat - lekceważenia dziecięcych marzeń i dążeń i patrzenie na nie, przez pryzmat własnej dorosłości. Czasami warto znów na chwilę stać się dzieckiem.  

Cała opowieść jest zilustrowana przez Agnieszkę Antoniewicz. Moja Lenka zainspirowała się rysunkami i wykonała jeden dla mnie i Państwa :-) 






 Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu: 






 "Zula w szkole czarownic", Natasza Socha, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2017 r., egzemplarz recenzencki;



"Lab girl" - Hope Jahren

"Lab girl" - Hope Jahren

W zasadzie nie czytam takich książek, ale ta okładka, taka energetyczna i opis spowodowały, że zainteresowałam się tym tytułem. Mowa o "Lab girl" Hope Jahren. 
Autorka to niezwykła biolożka, która prowadzi niezależne badania w dziedzinie paleontologii. Jest jedyną kobietą na świecie odznaczoną medalem EBSA w dziedzinie nauk o Ziemi. Pracowała na wielu uczelniach, obecnie na uniwersytecie w Oslo. 


Z jednej strony poznajemy kobietę, silną, która nie ugina się pod piętrzącymi się problemami i skutecznie małymi krokami dąży do wyznaczonych sobie celów. To opowieść autobiograficzna, pełna emocji, pasji, miłości do świata roślin. Zamiłowania naukowe rozbudził w niej ojciec, także naukowiec. Niestety potwierdza się opinia, że kobietom trudniej się przebić w świecie męskich dążeń i sukcesów i muszą wykonać cięższą pracę, aby zostać docenioną. Szczególnie gdy przychodzi łączyć rolę mamy i naukowca. Hope Jahren jest dowodem, iż można wszystko pogodzić, jeśli robi się to co się kocha i mocno w to wierzy. 


"Mówiono mi, że nie mogę robić tego, co chcę, ponieważ jestem kobietą, i że pozwolono mi to robić tylko ze względu na to, że nią jestem."

Druga strona to cudowny, pełen fascynacji i nieznanych mi dotąd ciekawostek świat roślin. Podejście z miłością do otaczającej nas przyrody i wniknięcie w jej głąb. Miałam obawy, że nie do końca to moja tematyka, ale okazały  się one niepotrzebne. Między innymi
mamy możliwość poznania - życia drzewa - od nasionka po obumarcie. To naprawdę ciągła walka o przetrwanie!

Jednym z ciekawszych wątków jest relacja z Billem - przyjacielem, ekscentrykiem o niezwykłym umyśle i specyficznym sposobie bycia.
Świetne połączenie wątków z życia prywatnego ze światem nauki, powoduje, iż książkę czyta się lekko i przyjemnie. Chociaż przyznaję, że momentami byłam, znużona.  


Książkę oceniam wysoko. Daje motywację do działania i sprawia, że inaczej spojrzymy na zieleń wokół nas. Pozwala na zastanowienie się nad tym, co w życiu ważne. 




Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu:

 


"Lab girl", Hope Jahren, Wydawnictwo Kobiece, 2017 r., egzemplarz recenzencki;
Relacja z 21  Miedzynarodowych Targów Książki w Krakowie 26-29.10.2017 r.

Relacja z 21 Miedzynarodowych Targów Książki w Krakowie 26-29.10.2017 r.

Targi Książki to zawsze wydarzenie, na które czekam z niecierpliwością. Jednak jak już znajdę się w środku, to zastanawiam się, czemu sobie to robię? Tłum, ścisk, przepychający się ludzie, mało miejsca, kolejki po kawę, do autorów itd. Trudno mi wytłumaczyć, ale po prostu muszę tam być :-) Jak wyjeżdżam jestem zadowolona i pamiętam tylko miłe sytuacje. 

Na sobotę miałam zaplanowaną bardzo długą listę, nie wszystko udało mi się zrealizować, ale to przecież normalne.
Nie udało mi się zdążyć na spotkanie z Ericiem - Emmanuelem Schmitt, ale dzięki Małgosi Wlazło (poznanej w zeszłym roku na targach), mam autograf. Poświęciła ona bowiem swoją książkę na autograf dla mnie! Bardzo jeszcze raz dziękuję Ci Małgosiu. 

Bardzo cenię sobie spotkania z innymi książkoholikami, tymi, których już znam, jak i tymi nowo poznanymi. Często w kolejkach wymienialiśmy się wizytówkami, ja rozdawałam swoje ołówki. Szczególnie cieszę się z rozmów z Martą Bajor i Wiolą Sadowską. 

Kolejka do Camilli Lackberg była tak ogromna, że nie miałam sumienia ustawić w niej mojego męża :-) Może innym razem się uda. 

W niedzielę lista była nieco krótsza i została zrealizowana. W tym roku trochę zaszalałam i kupiłam bardzo dużo książek. Prawie wszystkie zostały podpisane przez autorów. Było ich tak dużo, że nie miałam koncepcji, jak zmieścić je na zdjęciu :-)

 

Spotkało mnie również wiele niespodzianek i miłych chwil. Dziękuję bardzo Wydawnictwu Od deski do deski i przemiłym siostrom, które jak ja pochodzą z Radomia i pamiętały mnie ze spotkania w Łodzi. Bardzo dziękuję!! 

Podziękowania również kieruję do Alka Rogozińskiego, Wydawnictwa Merlin oraz Wydawnictwa W.A.B. 

A teraz fotorelacja.
Sobota targowa:




Z Ałbeną Grabowską i torbą jak na radomiankę przystało

 Z Łukaszem Orbitowskim


Z Małgorzatą Gutowską - Adamczyk



Z moim do tej pory instagramowym znajomym Maciejem Siembiedą



Z Dorotą Gąsiorowską


 Z Edytą Świętek 


 Z Małgorzatą Kalicińską 


Z moją ulubioną Magdaleną Knedler


Z guru kobiecej duszy Januszem Leonem Wiśniewskim


Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński chyba najbardziej oblegani autorzy


Z Natalią Nowak - Lewandowską
 

Niedziela targowa: 


Autorka "Stancji" Wioletta Grzegorzewska


Z twórcą wydawnictwa Od deski do deski - Tomaszem Sekielskim 


Z bardzo ważną dla mnie autorką Grażyną Jeromin - Gałuszką 


Z Mariuszem Zelke


Z uroczą i przemiłą Anną Dziewit - Meller 


 Pani Ewa Matuszewska pięknie pisze o górach i ludziach gór 


 Z pilotem - kosmonautą Mirosławem Hermaszewskim, który chyba nie spodziewał się tak długiej kolejki 


 Wyjątkowe dla mnie spotkanie z Ojcem Leonem Knabitem 


Z przesympatycznymi "kryminalistami" Robertem Małeckim i Mercelem Woźniakiem, który bardzo interesująco opowiadał o swoich bohaterach i Toruniu


Z Jerzym Stuhrem 

Z Jarosławem Czechowiczem znanym z bloga Krytycznym okiem

Z Joanną Stovrag


Z Sylwią Zientek 

Z blogerką i pisarką Agnieszką Korzeniewską


Z poznaną na targach Olką Abaczurowską 

Oryginalny wpis Manueli Gretkowskiej moim ołówkiem 


No cóż było bardzo różnorodnie i zapewne za rok też się tam pojawię ... 








Copyright © 2016 Żyję bo czytam , Blogger